Wedyjska koncepcja czasu #11 Soma – wedyjski...
Wedyjska koncepcja czasu #11 Soma – wedyjski napój mityczny

Soma to roślina rosnąca w górach, z której podczas rytuału wyciskano somiczny sok przy użyciu żaren. Istnieje wiele spekulacji o składzie tej rośliny i jej działaniu, ale Wedyjska Soma to jedna z największych zagadek religii starożytnych. Wiemy, że Soma była rośliną rosnącą w górach i że z jej łodyg wyciskano sok w rytuale. Wiemy też, jakie znaczenie miał napój – był świętym eliksirem bogów i wojowników, symbolem ekstazy, światła i kosmicznej mocy. Ale kiedy próbujemy odpowiedzieć na pytanie: czym dokładnie była ta roślina i co zawierał jej sok? – zaczynają się schody. Bo… Wedy nie podają przepisu, nie wymieniają składników chemicznych, nie robią tego, co my dziś nazwalibyśmy opisem botanicznym. Zamiast tego dają nam poezję – obrazy, metafory, symbole. Soma jest „złota”, „świetlista”, „płynąca jak mleko”, „rodząca natchnienie”, „dająca nieśmiertelność”. Dla badacza to fascynujące, dla chemika – frustrujące, a dla twórcy bloga – idealne, bo mamy pole do opowieści.
Skąd tyle spekulacji?
Uczeni od ponad 200 lat próbują zidentyfikować Somę i wyjaśnić jej działanie. Powstały więc różne hipotezy: Efekt psychoaktywny – część badaczy uważa, że napój mógł zawierać substancje zmieniające świadomość, bo hymny mówią o „uniesieniu”, „przekroczeniu ludzkich ograniczeń”, „kontakcie z bogami”. Interpretacja symboliczna – inni podkreślają, że „ekstaza” wedyjska nie musi oznaczać działania chemicznego. Może być efektem rytuału: monotonnej pracy, śpiewu, recytacji, transu religijnego i presji kulturowej.
Rośliny typowane jako Soma – wśród propozycji pojawiały się m.in.: efedryna – bo rośnie w górach i działa pobudzająco, rośliny lnowate – przez opis „gładzenia łodyg”, grzyb Amanita muscaria (muchomor czerwony) – ze względu na teorie XIX-wieczne o szamanizmie, a nawet konopie, mak czy rabarbar. Każda z tych teorii ma jednak słabe punkty i żadna nie jest dziś uznawana za pewną.
A co z działaniem?
Tu również mamy dwie szkoły:
„Soma jako stymulant” – czyli napój mógł działać pobudzająco: zwiększać czujność, redukować zmęczenie, dodawać odwagi – coś jak rytualny „booster” dla wojownika. „Soma jako sakrament, nie substancja” – czyli jej moc nie wynikała z chemii, lecz z wiary. To słowa i inwokacje miały ją „aktywować”. Dla Arjów napój był święty dlatego, że został nazwany świętym w odpowiednim obrzędzie.
Dla nas to pytanie: co to było i jak działało? Dla Arjów pytanie brzmiało raczej: co to znaczy i jaką moc ma nadać nam i światu?
Soma była więc bardziej doświadczeniem niż napojem w dzisiejszym sensie. Była ideą w płynie.

Hymny Rygwedy opisują proces wygładzania i rozcierania łodyg w wodzie, co przywodzi na myśl obróbkę włókien podobną do przygotowania lnu. Była to roślina wyjątkowa – godna hymnu i sakralnej celebracji. Tłoczenie Somy nie było czynnością „produkcyjną” ani nie prowadziło do powstania artykułu powszechnego użytku. Był to rytualny akt wytwarzania napoju–eliksiru, którego moc kształtowano poprzez inwokacje mające nadać mu cechy władzy, ekspansji i siły zdobywania. Cały proces, od pierwszych czynności po końcowe ofiarowanie, był poddawany sakralizacji słowem – każdemu etapowi towarzyszyły hymny poświęcone bogom: Indrze, Agniemu i Somie, narodzinom kosmosu oraz siłom natury i zjawiskom ziemskim. Inwokacje miały nie tylko opiewać eliksir, lecz także nadawać mu konkretne cechy i boską moc. Indra w hymnach określany jest jako pijący Somę:
„Indra – pijca Somy – nie pochwala przyjaźni z bogatym Panajem, który Somy nie tłoczy”
(cyt., s. 79).

W trakcie rytuałów tłoczenia wypowiadane były słowa często odczytywane dziś jako metafory. Jednak podczas zgłębiania Rygwedy odnosi się wrażenie, że dla Arjów były one realnym czynnikiem sakralizującym – inwokacją stanowiącą rzeczywiste źródło świętości eliksiru. Tłoczenie Somy – rozumiane jako wydobywanie płynu – było aktem symbolicznym i odtwórczym: obrazowało powstawanie kosmosu, narodziny światła, blasku zorzy i słońca, a także rodzenie się siły, odwagi, walki, waleczności i ekspansji. Rytuał miał sprzyjać bohaterstwu, wielkości i bogactwu – w atencji do chwały Indry, Agniego i Somy. Wspomnienia o smaku mleka, łączone z obrazami kosmicznymi, mogą być interpretowane jako metafory kreacji galaktyki „Drogi Mlecznej”.
Hymny i inwokacje opiewały wspaniałość eliksiru, który miał dawać siłę, odwagę i radość. Był to napój wyjątkowy, tłoczony wyłącznie w kontekście obrzędu – nie z potrzeby codziennej, lecz z powinności wobec bogów.
„Polubiwszy nas o soku, [znajdź nam] dobre drogi, łatwe do przejścia. Oczyszczaj się w przestronnym, tworząc przestrzenie.
Niczym młot, zewsząd rozbijając trudności”
(cyt., s. 146).
Arjowie nie poprzestawali na wypowiadaniu formuł – każda z nich miała ścisły, wręcz ekstremalny związek z postrzeganą rzeczywistością. Uważano to za konieczne, ponieważ bóg Soma, obdarzając nektarem, przekazywał nadludzkie moce, które należało aktywnie stosować w świecie. Niewykorzystywanie ich było odbierane jako zniewaga wobec bogów. Obrzędy tłoczenia napoju wiązały się więc nie tylko z uzyskaniem eliksiru, lecz także z nadaniem mu mocy w aspektach: kreacji kosmosu, tworzenia zjawisk ziemskich, nadzwyczajnej świętości, inteligencji, ekstazy prowadzącej do kontaktu z boskością, a także siły zdobywania świata – przestrzeni, wód, gór, złota, krów, koni, koni i wszelkiego dobra. Wszystko to miało stawać się skutkiem obrzędu, jakby z woli bogów każda zdobycz była przeznaczona Arjom i wchodziła w ich posiadanie. Inwokacje miały wzbudzać bogów – Somę, Agniego i Indrę – aby obdarzyli nektar własnymi cechami i mocą.

Soma w wedyjskim ujęciu był jednocześnie:
Tłoczenie Somy było aktem metaforycznym narodzin zorzy i światła, które zwycięża ciemność – co w duchu wedyjskim stanowiło obraz pokonywania wroga i trudności. Świętą częścią rytuału było także dodawanie krowiego mleka, któremu poświęcano osobne inwokacje:
„Dla pożywnego jadła oczyszczaj się strugą, wygładzany przez myślących. O soku, ze światłem idź do krów”
(cyt., s. 157).

Inwokacje kierowano również do zjawisk natury: gór, wód, deszczu, słońca i poranka. Rygweda przypisywała bogu Somie kosmiczną rolę – jako potomkowi nieba i ziemi, który po każdej nocy rodzi poranek i materią wypełnia przestrzeń między niebem, ziemią i cały kosmos. Soma – zwyciężający mrok – symbolicznie zwyciężał wszystko, a więc obejmował pełnię mocy. Metafory, połączone ze sztuką poezji, miały podkreślać rangę i sakralną doniosłość tych treści.
Sok Somy działał ekstatycznie – nie w dzisiejszym rozumieniu emocjonalnego upojenia, lecz jako doświadczenie wyzwalające cechy boskie: prawdę, natchnienie umysłu, narodziny myślenia, klarowność słów i myśli, a więc intelekt. Napój ten miał obdarzać także lotnością myśli i cechami zwycięzcy–zdobywcy, choć jego główna rola prowadziła ku poznaniu boskości i duchowemu wglądowi. Według Rygwedy moc soku dawała poczucie wszechwiedzy, wszechmocy i nieśmiertelności. Napój nie był dostępny dla każdego – uzyskiwano go wyłącznie dla celów rytualnych, aby poprzez jego moc doświadczyć procesu prowadzącego do zdobywania sfer: boskiej, twórczej, życiowego dobrostanu, intelektu i duchowości. Ekstaza ta, w wierzeniach Arjów, miała charakter realny i święty.

Soma… to wedyjski napój, którego głównym składnikiem jest tajemnica i nie podobna rozebrać go na czynniki pierwsze bez utraty magii. I choć nauka nie odrzuca psychoaktywności, to również jej nie potwierdza. W historii badań nad Somą pojawia się wielu uczonych, którzy przypominają detektywów rozwiązujących cold case. Ich dowodami nie są odciski palców, lecz słowa zapisane trzy tysiące lat temu. Jeden trop prowadzi w wysokie góry i wskazuje na efedrę – roślinę pobudzającą. Inny podpowiada obróbkę łodyg jak w przypadku lnu. Jeszcze inny – dziś raczej historyczna ciekawostka – próbował łączyć Somę z szamanizmem i grzybami. Każdy badacz dokładał fragment układanki, ale ostateczny obraz wciąż pozostaje niepełny. I właśnie to czyni Somę tak fascynującą: to mit, który nie daje się zamknąć w laboratorium ani w jednej odpowiedzi. Lecz w religiach starożytnych, moc często rodziła się z rytuału nie z molekuły.
Do tematu wykorzystano publikację naukową “Kosmogonia Rygwedy”, profesor Joanny Jurewicz.

Dodaj komentarz